wtorek, 28 września 2010

Kompromitacja Kalisza,czyli: o tempora, o mores

Prymitywne żarty, agresja. Insynuacje w stylu” dlaczego Pan skłamał ,panie Ziobro? Głupie aluzje do członków Komisji i świadka, o tym, że na pewno Prezes ogląda …Prośbę posła Szaramachy o uchylenie pytania, przewodniczący komentuje z radosnym uśmiechem” Skończył Pan ? Tak-pada odpowiedź .Na co rozradowany Kalisz: to ja oczywiście nie uchylam.
Nawet nie próbując zakamuflować, że nie uchyla, bo są do tego podstawy formalne…
Żenada. Tak może się stać w każdym przypadku, gdy szefowanie Komisji Śledczej powierza byłemu Ministrowi Sprawiedliwości , którego postawa wobec drugiego człowieka, była przedmiotem nagany w pracach innej Komisji Śledczej, w sprawie zabójstwa Krzysztofa Olewnika.
Czego bowiem można spodziewać się po człowieku, który kradzież akt i samochodu policyjnego , w sprawie porwania młodego człowieka, uważa za rzecz najzupełniej normalną.
Pan Kalisz wtedy, na stanowisku ministra ,podobnie jak obecnie – myli role. Znany z wielkiego „parcia na szkło” zachowuje się tak, jakby zasiadał przy stole  w programie „Kawa na ławę”.
Trwa ten spektakl przeciwko PiS już ponad 3 lata. Komisja hazardowa- zakończona została w tempie iście ekspresowym i przed terminemJ Różnica wynika z potencjalnych podejrzanych w sprawie: Komisje z cyklu „Na tropie zbrodni PiS” mogą trwać wiecznie. Najważniejsze aby gonić króliczka. Afery trzeba zamiatać. A na koniec nazwać proceder medialnej farsy : demokracją XXI wieku.
O tempora, o mores…

sobota, 25 września 2010

Reaktywacja PiSu

Szalenie lubię ludzi, którzy potrafią przegrywać z klasą. To taka cecha prawdziwej elity, która pozawala na sprezentowanie broni komuś, kto przed chwilą rozłożył wojska przeciwnika na obie łopatki. Może właśnie dlatego tak wzrosła moja sympatia dla Prezesa Kaczyńskiego -  ostatniego dżentelmena którejś tam z kolei Rzeczypospolitej.
Prezes Kaczyński umiejętność przegrywania opanował do perfekcji – tuż po wyborach ogłosił swoje zwycięstwo moralne, co pozwala mu wyjść z twarzą z kolejnych poczynań. Dzięki swojemu moralnemu zwycięstwu mógł nie przyjść na zaprzysiężenie Komorowskiego. To zupełnie logiczne i normalne. Gdyby przegrał, musiałby przeciwnikowi podać rękę, ale ponieważ wygrał, to go nie dotyczy. To przeciwnik powinien przyjść do Prezesa, pokajać się i przynieść liczne dary. Gdyby - powtarzam „gdyby”, bo wszak nie miało to miejsca - przegrał, nie mógłby zasłaniać się krzyżem. No, ale zwycięzca bierze wszystko - krzyż też. Gdyby przegrał, nie mógłby opluwać przeciwnika, bo byłoby to sprzeczne z jego poczuciem honoru. Gdyby przegrał wreszcie - nie mógłby publicznie wgniatać w ziemię swojego sztabu wyborczego, tylko z uśmiechem na ustach zjadłby te żabę, wbijając Kluzik-Rostkowskiej długopis pod żebro w zaciszu gabinetu. Ale wygrał i ma prawo. Prezes Kaczyński w ogóle ma prawo. Do wszystkiego. Jak to moralny zwycięzca.
Wczoraj przeczytałam wywiad Prezesa dla Rzepy. Rzepę czytam z rzadka, bo jakoś mnie nudzi niemożebnie, ale tym razem się złamałam. Wywiad był niesamowity - ciepły, pełen miłości bliźniego. Prawie się popłakałam ze wzruszenia. Przypomniał mi się miły, starszy pan w okularach, odczytujący na tle pianina odezwę do Przyjaciół Moskali. Rację mieli wyznawcy Prezesa - nic się nie zmieniło. Prezes nadal pozostał starszym panem. Z pozostałym nieco gorzej, ale Prezes ma prawo. I sprawiedliwość rzecz jasna. Po sprawiedliwości dostało się wszystkim - przede wszystkim członkom nieszczęsnego sztabu wyborczego. Jak się okazuje, wykorzystali traumę Prezesa i przegrali wybory. To znaczy wygrali. Ale nie do końca, bo na tronie osiadł sobie uzurpator Komorowski, z którym Prezes nie będzie współpracował. Co zresztą pokazał na chwilę przed wywiadem, bojkotując posiedzenie BBN-u, do którego wszedł był na własną prośbę. Pan Prezes jednak - jak to z ludźmi prawymi i sprawiedliwymi bywa - docenił przeciwnika. Najwyraźniej szczytowym osiągnięciem polskiej myśli politycznej jest pan Gowin, który szalenie Prezesowi imponuje. Gdyby Kluzik była Gowinem, to teraz Prezes byłby i zwycięzcą moralnym, i prezydentem RP. Ale nie jest i teraz ma słuszne o to pretensje. Ja mam inną propozycję – wymienić Rostkowską na Macierewicza. Wtedy moralne zwycięstwo będzie jeszcze bardziej spektakularne.
Kilka dni temu mój przyjaciel oznajmił mi głosem nieznoszącym sprzeciwu: „Jak mnie jeszcze raz zapytasz o prezesa Kaczyńskiego, to mnie szlag trafi. To jest trup, rozumiesz? Polityczny trup.” Rozumiem, aczkolwiek nie do końca, bo Prezes jak na politycznego trupa rusza się całkiem żwawo. Z tym politycznym trupem mam zresztą pewien dyskomfort - przyglądanie się podrygiwaniu w agonii nie uchodzi. Ja o tym doskonale wiem. Powinno się dać odejść człowiekowi do politycznego niebytu w spokoju. Ale gawiedź - w tym ja, rzecz jasna - ma to do siebie, że uwielbia takie widowiska. I tak zakrywam twarz dłońmi i spomiędzy palców przypatruję się próbom reanimacji. I czekam na ten żoliborski Sulejówek. I mam wrażenie, że się go rychło doczekam.

piątek, 24 września 2010

jaro

Jestem świeżo po lekturze wywiadu, jakiego udzielił Jarosław Kaczyński ,,Rzeczpospolitej” i prezes rozwiał w nim wiele domysłów oraz niejasności, ale z pewnością zasiał również niepokój w sercach swoich, co bardziej zdrowo myślących zwolenników.
Po raz kolejny muszę się też wytłumaczyć: miało być o pakietach rządowych, a nie znów o szefie PiS, ale ten wywiad rzucił również światło na pewne sprawy, które zamierzałem poruszyć w planowanym tekście. Przeanalizujmy więc ciekawsze fragmenty rozmowy z Rzepą.

O wyborach samorządowych:
Uważamy, że najważniejsze są sejmiki. Wybory prezydenckie wygraliśmy w siedmiu województwach i na południu Wielkopolski. W tych miejscach mamy największe szanse. Możemy też myśleć o województwie dolnośląskim, bo tam szanse ma lista Rafała Dutkiewicza i sytuacja może być ciekawa.
W dużych miastach nie będzie łatwo. Ale tacy kandydaci jak Czesław Bielecki w Warszawie, Witold Waszczykowski w Łodzi, Andrzej Duda w Krakowie, Lech Sprawka w Lublinie, Krzysztof Zaremba w Szczecinie mogą dużo zmienić.

Udzielną władzę w województwach sprawują na poły wojewodowie, a w większych ośrodkach miejskich prezydenci i burmistrzowie, ja sam nie jestem sobie w stanie przypomnieć z marszu, nazwiska szefa sejmiku województwa małopolskiego. Na szczeblu lokalnym mamy zdecydowaną dominację egzekutywy nad legislatywą.
Wypowiem się na temat Krakowa, jeszcze tylko. Andrzej Duda, kandydat PiSu na prezydenta mojego miasta, to porządny chłop, ale o minimalnej rozpoznawalności. W tej kampanii będzie raczej ŚWIADOMIE pracował na własną rozpoznawalność w perspektywie zbliżających się elekcji parlamentarnych. Co on może zmienić?

Procedury

Droga do społeczeństwa obywatelskiego długa i wyboista. Niby wszystko proste; szast, prast, 15 osób, stosowne podpisy, statut, lista obecności i wniosek o rejestrację stowarzyszenia gotowy. Jeszcze tylko wpis w KRS, konto bankowe i można działać. Ale gdzie w tym wszystkim Bardzo Ważny Urzędnik?
Jest, znalazło się dla niego miejsce! Tak w ogóle to chyba nie musi znać prawa. Bo ma do tego 14 dni - w trybie nadzorcy - Bardzo Ważnego Urzędnika. BWU musi zaopiniować statut stowarzyszenia i wcale zasada "bez zbędnej zwłoki" nie ma tutaj zastosowania. Chociażby jak w Lublinie. Bardzo Ważny Urzędnik w ślimaczourzędowym trybie opiniował statut "Ruchu Poparcia Palikota - Nowoczesna Polska". Potrzebował na to aż 14 dni. Na 10 minut przed urzędowym terminem, a właściwie tuż przed końcem pracy wydał z siebie wreszcie prawny dokument. Wysłał go do położonego 600 metrów sądu listem zwykłym. W sumie od złożenia dokumentów do sądu minęło: 34  dni, czyli 816 godzin, albo  48960 minut. I wszystko niby zgodnie z prawem, z powagą dla BWU, tylko bez szacunku do sądu, że nie wspomnę o 15 osobach, które w dobrej wierze społeczeństwo obywatelskie chcą budować i tylko dzięki Bardzo Ważnemu Urzędnikowi decyzja o rejestracji stowarzyszenia ciągnie się jak spaghetti.